Antes de ver la película, tuve la impresión de que esta historia no iba a ser para mí. Las reseñas que encontré por internet me sugerían que la película no me iba a impresionar ni sorprender.
La comedia, especialmente la comedia negra, es un género muy difícil de ejecutar. El espectador debe estar atento y el autor debe tener intuición y sensibilidad. Es difícil lograr que la risa y la amargura funcionen bien juntas. Al sentarme en la sala de cine, esperaba salir decepcionada.
Desde los primeros momentos, me di cuenta de que era todo lo contrario. En los primeros minutos, la historia parecía incómoda y desagradable, pero entonces no sabía por qué lo sentía. No conocía la trama y me sentía perdida. Sin embargo, esto cambió pronto mientras avanzaban los próximos minutos. La historia se aceleró con más sentido y energía. Con cada escena, me cautivaba más. El humor, tan áspero al inicio, se volvió genial y justamente de mi tipo de humor. Me reí a menudo, y muchos diálogos sonaban como si yo misma pudiera decirlos.
La trama aborda la vida de un hombre de 40 años después de su desintoxicación. Raffi está siempre inconforme y seguro de que todo es culpa de los demás. Según él, otras personas son responsables de sus fracasos. Sufre dificultades en su vida porque otros lo equivocaron, traicionaron o no lo apoyaron. Su mirada carece de distancia y de la comprensión de que él puede ser la fuente de gran parte del caos en su vida. Su drama surge de la convicción de que los demás lo destruyeron.
A su alrededor, hay gente cuya vida ha salido bien. Un amigo tiene paz y estabilidad. Una amiga reconstruye su vida tras el divorcio con fuerza e ironía frente a la realidad. En comparación, Raffi se ve como una persona atrapada en el pasado, sin poder avanzar.
El nombre de una mujer se repite a lo largo de la historia. No sabemos quién es, pero ella es importante. Su nombre regresa en las charlas y recuerdos como el eco de algo inexplicable. Por fin, la encontramos en una escena simple y, al mismo tiempo, impactante. Justamente entonces, la película cambia su tono: de la ironía a la verdad, de las bromas a las emociones. La risa se desvanece, liberando espacio para algo real: un encuentro con lo silenciado durante años.
Sobriedad, me estás matando es una película sobre un hombre que evita la responsabilidad durante la mayor parte de su vida y que, imperceptiblemente, la enfrenta. Trata sobre la maduración tardía y la convicción de que es posible salvar pedazos del pasado lleno de errores. También trata sobre el coraje que surge del silencio, de no gritar, y de la mirada hacia uno mismo.
Autoría: Aneta Dukaczewska
Traducción: Weronika Bazydło
Zanim obejrzałam ten film, miałam wrażenie, że to nie będzie historia dla mnie. Opinie, na które natknęłam się w internecie, sugerowały, że nie jest to film, który może szczególnie zachwycić albo zaskoczyć.
Komedia, zwłaszcza czarna, jest gatunkiem niezwykle trudnym. Wymaga od widza gotowości, a od twórcy wyczucia i odwagi. Niełatwo sprawić, by śmiech i gorycz brzmiały razem prawdziwie. Z takim nastawieniem usiadłam do seansu, przygotowana raczej na rozczarowanie.
Pierwsze sekundy dały mi do zrozumienia, że się mylę. Początkowe minuty wydawały mi się niezręczne, wręcz odpychające, choć sama nie wiedziałam jeszcze, dlaczego. Nie znałam fabuły, więc przez chwilę czułam się zagubiona. Ale już po kilku minutach coś zaczęło się zmieniać. Film nabrał tempa, sensu i życia. Z każdą kolejną sceną wciągał mnie coraz bardziej. Humor, który początkowo wydawał się chropowaty, okazał się błyskotliwy i dokładnie taki, jaki lubię. Śmiałam się często, a wiele dialogów brzmiało tak, jakbym sama mogła je wypowiedzieć.
Historia skupia się na czterdziestoletnim mężczyźnie, który po raz kolejny próbuje poskładać swoje życie po odwyku. Raffi jest wiecznie niezadowolony, przekonany, że jego życiowe porażki są winą innych ludzi. Uważa, że to oni ponoszą odpowiedzialność za to, kim się stał i jak bardzo jego życie się rozpadło. Każdą trudność tłumaczy cudzym błędem, zdradą, brakiem wsparcia. Nie potrafi spojrzeć na siebie z dystansem, nie dopuszcza myśli, że to on sam jest źródłem swojego chaosu. W tym właśnie tkwi jego dramat- w przekonaniu, że zniszczyli go inni.
W jego otoczeniu są ludzie, którym życie ułożyło się lepiej. Przyjaciel, który odnalazł spokój i stabilność. Przyjaciółka, która po rozwodzie próbuje żyć dalej, z pewną siłą i ironią wobec rzeczywistości. Na ich tle Raffi wydaje się człowiekiem, który utknął w przeszłości i nie potrafi ruszyć naprzód.
W tle tej historii stale powraca imię kobiety. Nie wiemy, kim jest, ale czujemy, że jej obecność ma znaczenie. Imię wraca w rozmowach i wspomnieniach, jak echo czegoś niewyjaśnionego. Kiedy wreszcie dochodzi do spotkania, scena okazuje się zaskakująco prosta, a jednocześnie wyjątkowo mocna. Właśnie wtedy film zmienia ton. Z ironii przechodzi w prawdę, z żartu w emocję. To moment, w którym śmiech cichnie, bo pojawia się coś prawdziwego. spotkanie z tym, co przez lata było przemilczane.
„Kochana trzeźwości!” to film o człowieku, który przez większość życia unikał odpowiedzialności, a potem, niepostrzeżenie, zaczyna się z nią mierzyć. O spóźnionym dojrzewaniu i o tym, że nawet z przeszłości utkanej z błędów można jeszcze coś ocalić. O odwadze, która nie krzyczy, lecz rodzi się po cichu, w spojrzeniu skierowanym wreszcie ku sobie.






